Dzisiaj byłam w Beitou - dzielnicy Tajpej znanej z gorących źródeł. Na Tajwanie, jak i innych krajach tego regionu jest ich dużo - związane jest to z położeniem geograficznym, dokładniej wyjaśniłby Wam zapewne DG (wiedzą Ci, co kończyli III liceum ;-).
Zwiedzanie zaczęliśmy od miejscowego muzeum. Ma nietypową jak na tutaj architekturę, podobno japońską. W muzeum, jak na Białorusi, należy założyć kapcie.
Muzeum jest w budynku byłej publicznej łaźni.
A samo miejsce jest znane z występowania jakiegoś magicznego kamienia - hokutolitu (po raz kolejny coś dla DGiego).
Obok muzeum było źródło - woda jak w zupie.
A takie klapeczki sprzedawali przy wyjściu, podobno lecznicze (?).
(polecam przyjrzenie się metce)
Cała okolica jest pełna drogich hoteli z prywatnymi źródłami. My zdecydowaliśmy się na publiczne źródła - 2 zł za wejście. Niestety nie można było robić zdjęć:( Były 3 baseny i sami autochtoni. W pierwszym - najzimniejszym, siedziało się jak w zupie, wytrzymałam z 10 minut. W drugim, cieplejszym, dało się posiedzieć z minutę, w trzecim zamoczyłam nogę - wrzątek. A ludzie tam siedzieli zamoczeni po szyję.
Nie wiem też, jaka jest zabawa z siedzenia w gorących źródłach latem, ale tutaj podobno tak się robi.
Po kąpieli pojechaliśmy w okolice Taipei 101 i zaczęła się ulewa. Taipei 101 wyglądało tak:
Poszliśmy do 'Mango cha-cha', restauracji, gdzie wszystko jest z mango.
Był tam przemiły właściciel, którego życiem jest mango. Naprawdę. Opowiadał, jakie to jest zdrowe, daje nam siłę i ile ma witamin. Spróbowałam też piwa z mango (za słodkie, jak nie piwo) i jakiegoś mangowego likieru. A zjadłam to:
To w środku to lód z brązowym cukrem. Mmm, mango.
A teraz Tajpej spływa deszczem.














Siostro, jestem dumna :D I ciaper budu o wiele bardziej "na bieżąco" niż jak Ty była u kraju:)Pazdraulajem z Madźwadziou:)
OdpowiedzUsuńA ja pazdraulaju Madźwadzi:)
OdpowiedzUsuńA w tych kapciach w muzeum grzyba nie ma?
OdpowiedzUsuń