poniedziałek, 3 października 2011

Tajwański sport narodowy

Można odnieść wrażenie, że ulubionym zajęciem miejscowych są zakupy. A szczególnie te na night marketach – nocnych bazarach. Byłam tam kilka razy, zawsze dziki tłum ludzi. Nawet w niedzielę wieczorem było pełno ludzi.


Same night markety to ulice i uliczki ze sklepami na dole i budki stojące na ulicy. Ubrania, buty, jedzenie i owoce. 


Najsłynniejszy i największy night market w Tajpej to Shilin. Jak powiedziała moja buddy, tam nie trzeba w ogóle się poruszać, tłum sam ciebie niesie.


Te drewniane kółka to do gotowania pierogów.



Tutaj wybiera się szaszłyki, wkłada do koszyczka i płaci. Pan zabiera koszyczek, daje numerek, a my czekamy aż się usmażą.
Może jakieś owoce morza? :)


I coś na deser.



Ten deser to pokruszony lód, do którego wybiera się polewy. Ciekawostka - popularna jest tutaj czerwona fasola. Jako nadzienie do ciastek, polewa do lodów, czy same lody o takim smaku. Jak dla mnie za bardzo przypomina zwykłą fasolę, za mało słodkie.


Postanowiłam też spróbować tego dziwnego lizaka. Myślałam, że to winogrona polane czymś słodkim. Jednak lizak okazał się być koktajlowymi pomidorkami w landrynkowej polewie. Nie mój klimat.

To był nightmarketowy przegląd.

2 komentarze: