niedziela, 4 grudnia 2011

Test 'chòu dòufu' zdany!

Dziś z moją buddy, dla mnie znaną jako Natalie, a w tajwańskim świecie jako 游佳瑀 poszłyśmy spróbować śmierdzącego tofu. Przy okazji jadłam jeszcze inne tajwańskie przysmaki.

Stinky tofu
Na najt marketach czuć je z daleka. Połączenie zapachu smażonego tłuszczu ze skarpetami i nie wiem czym jeszcze. W sumie każdy mówił, jakie to jest niedobre, więc się spodziewałam czegoś strasznego. Ku mojemu zaskoczeniu jest zjadliwe i ten zapach wcale nie przeszkadza. Moja buddy była pod wrażeniem. Próbowałyśmy dwóch rodzajów - jednego na patyku, drugiego w zupie.



Miejsce, gdzie byłyśmy, słynie ze 'stinky tofu', więc są też inne rzeczy z tej serii. Np. lody z tofu, bez mleka.



Moje były całkiem spoko, ale lody Natalie smakowały za bardzo jak tofu...


Za to to coś, co wyglądało jak jakaś kiełbasa, okazało się być dziwną postacią fioletowego ziemniaka. Lekko glutowate i bez smaku.

W barze, gdzie jadłyśmy tofu-zupę próbowałyśmy jeszcze innej.



To brązowe w zupie to z kaczej krwi.


Próbowałam również tego jajka. Polecam przeczytać ten opis.

I może coś na deser.



Ryżowe żelki z nadzieniem z fasoli. Znów bez smaku.

I na koniec coś do picia. Słodki napój z glutami, które pan robił wysiskając jakieś nasiona. Moja buddy trochę zawile tłumaczyła.


W każdym razie wyciskając to, co wyżej.


Wychodziło to.


1 komentarz:

  1. Ja była b tam hałodnaja on stop. Spaczuwaju, zjadaj pasztet. Budu sumawać da 16.

    OdpowiedzUsuń