Po wyjściu z samolotu poszłam do kibla, a tam papieru nietu i woda stoi na podłodze. Byłam w japonkach, musiałam nieźle manewrować, żeby nie wyjść z mokrymi stopami.
Na podwórku pełno ludzi. Do centrum trzeba dojechać autokarem. Ale najpierw, żeby kupić bilety, należy się zdecydować na operatora - w okienkach wszyscy krzyczą "miss, miss" i machają ulotkami, żeby to właśnie u nich wydać 8 ringitów.
Na KL Sentral (coś jakby tutejsze metro centrum) miał odebrać mnie Chris. Część z Was miała okazję go poznać w Polsce. Ania na swoim blogu w skrócie opisała historię naszej znajomości z nim (choć bardziej Daniela chyba - tutaj).
Zatrzymałam się w domu jego matki. Ma 85-lat, ale na moje oko wygląda na 70, naprawdę! Jest Tamilką i pochodzi ze Sri Lanki. Używa British English i ma pomoc domową z Indonezji, która podaje do stołu. Pierwszego wieczoru na kolację dostałam tylko warzywa, bo Chris nagadał coś swojej mamie o tym, jaki to restrykcyjny post jest w 'Russian church' i że ryba jest dozwolona tylko w niedzielę.
Czułam się tam totalnie dziwnie. Jak wracałam wieczorem, w moim pokoju było posprzątane, a Indonezyjska pomoc domowa nie jadła śniadania z nami, tylko sama w kuchni. Matka Chrisa mówiła do mnie 'I beg you pardon' brytyjskim angielskim. Kosmos.
Chris na wszystko ma teorie. W skrócie: Malezja to trzeci świat, a wszystko to przez Imperium Brytyjskie. Oprócz tego nagadał mi, jak to w Malezji jest niebezpiecznie i że Daniel trenuje mma i czy ja może też nie? Bo on by się czuł dużo lepiej, jakbym znała jakieś sztuki walki. Bo w Kuala Lumpur jest 'tremendous i horrendous' (ulubione słowa Chrisa - ogromny i horrendalny) liczba gwałtów i napaści. W związku z tym jak wyrzucił mnie na stacji metra następnego dnia i miałam chodzić po mieście, to wydawało mi się, że wszyscy dookoła chcą mnie zaatakować albo wyrwać mi mój plecak.
Oprócz tego Chris Kuala Lumpur nazywa drugą Dżakartą, ze względu na korki i przemieszczanie się. Nie wiem, czy Imperium Brytyjskie maczało w tym palce, ale coś w tym jest. Koszmar. Wspomniane już KL Sentral to teoretycznie miejsce skrzyżowania się linii metra i kolejki miejskiej. Ale nie jest tak prosto. Dookoła jakieś remonty, połamane chodniki, brak oznaczeń. I w sumie kolejka miejska ma stację kilkaset metrów dalej, gdzie trzeba dojść między jakimiś blachami i rusztowaniami, a drogą oznaczona jest kartkami A4 wydrukowanymi z komputera. Przemyślany do bólu Singapur to to nie jest.
Poza tym bardzo chaotyczna zabudowa, dużo niezadbanych budynków.
Malezja to kraj muzułmański. Religii nie oceniam, ale tej islamskiej kultury naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć. Jak pierwszy raz zobaczyłam kobietę przykrytą czarnym namiotem z wąskim paskiem na oczy na stacji metra, to pierwszą moja myślą było, że zaraz podłoży tu bombę. Może nie powinnam się do tego przyznawać, ale to nie jest normalne. Na szczęście nie wszystkie kobiety tak tu wyglądają, najczęściej namioty noszą turystki z Arabii Saudyjskiej i innych petro krajów. Ale Chris twierdzi, że jeszcze kilka lat i w Malezji będzie to samo. Wyglądają jak buki albo dementorzy z Harrego Pottera. Tak suną po ziemi.
Szczególnie idiotycznie to wygląda jak idzie taki kmiot z brzuchem w krótkich spodenkach i japonkach i obok jego żona przykryta tym czarnym namiotem i zakrytą twarzą. A jest 30 stopni. Dla mnie przypomina to obsikiwanie terenu. STRASZNE
Gorsze jeszcze są na oko 10-letnie dziewczynki, nawet niekoniecznie w namiotach, ale w chustach i w szczelnie zakrywających ubraniach. One też już są obiektem seksualnym w myśl islamskiej kultury? To naprawdę nie jest normalnie i nie jestem tego w stanie zrozumieć...
Dużo turystów z petro krajów widziałam w okolicach Petronas Towers. To najwyższe budynki w Kuala Lumpur (swego czasu i na świecie, dopóki nie powstał Taipei 101, a później ten z Dubaju). Chris określa je jako 'double erection' (jak w tytule) jakiegoś ważnego pana - nie wiem, czy nie byłego ministra, który to odpowiadał za ich budowę. Oczywiście jakiś spisek, łapówki, itp, już nie dopytywałam Chrisa o szczegóły.
Na dole jest ekskluzywne centrum handlowe.
Żeby dostać się na górę Petronas Towers trzeba przyjść tam o 7 rano i stanąć w kolejkę po bilety. Szkoda mi było tracić na to całego dnia, więc sobie darowałam.
Innym ważnym miejscem w Kuala Lumpur jest Merdeka Square - Plac Niepodległości.
I jego okolice.
Inne fajne miejsce to narodowy meczet. Ma bardzo super architekturę. Chris twierdzi, ze to jedyny typowo malezyjski budynek, bo pozostałe meczety mają kopuły, a to podobno pod wpływem z Arabii.
















Normalnie Bombastic.
OdpowiedzUsuń'I beg you pardon' Jak się miewa nasz kolega ?
I UWAGA : Właśnie w tej chwili Ci ZAZDRASZAM :D
Kolega miewa się chyba dobrze. Kilka razy o Tobie wspominał, jaki to jesteś zdolny i że potrafisz wszystko naprawić :D
OdpowiedzUsuń