Father proskomidię na świątecznym nabożeństwie służył na środku cerkwi, tłumaczył i pokazywał. Znajoma Rosjanka powiedziała, że ksiądz robi to zawsze na Paschę i Boże Narodzenie i że jej się to strasznie podoba, bo w Rosji tego nigdy nie widziała. A tak w ogóle to była ochrzczona razem z mamą jak miała 6 lat i w sumie dopiero tutaj zaczęła chodzić do cerkwi i się dowiadywać co i jak.
W sobotę było już więcej ludzi, ale co za tym idzie więcej tez spadochroniarzy. Trochę Ruskich, co to się odnaleźli raz na czas. Po nabożeństwie było jedzenie, choć nie jakoś super dużo. Ja, jak szalona, rzuciłam się na mięso z grila.
W w wigilię czułam się dziwnie, wstałam rano i nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić. Ni to coś czytać, ni to filmy oglądać. W domu raczej nie mam takich problemów, zawsze jest coś do roboty. Ale jak już poszłam do cerkwi, to przynajmniej była jakaś świąteczna atmosfera. Mimo, że było trochę dziwnie, część czytań po chińsku, część po angielsku. I father cały czas dyrygujący kolejnością czytań, lekki bałagan, ale wszystko ma swój urok :)
Po powrocie do pustego akademika bez wyrzutów sumienia (w końcu to święta!) zjadłam kilkanaście cukierków. A na jutrzejsze późne popołudnie mam specjalny zestaw.
Brakuje tylko pomidora :)
Do tych, którzy myślą, że na Tajwanie jest ciągle 30 stopni - to niestety nieprawda :( Po pierwsze, tutaj temperatura może zmienić się o 20 stopni z dnia na dzień. Po drugie, jest teraz zima, choć jeszcze miesiąc temu nie mogłam w nią uwierzyć. Temperatury są w okolicach 10-15 stopni i jest wilgotno. Ale w sumie nie to jest problemem. Podpięłam polar pod kurtkę i jest spoko. Gorsze jest to, że w akademiku nie ma centralnego ogrzewania. W sumie nie ma żadnego.
Oprócz tego, wszędzie są pootwierane okna i drzwi, suszarni nie da się w ogóle zamknąć. A w suszarni nie ma okien, po prostu jest dziura. W efekcie czego powietrze z podwórka wieje prosto na korytarz. W związku z tym w akademiku jest ta sama temperatura, co na podwórku. W nocy nie jest tak źle, nakładam dużo warstw i jakoś to idzie. Ale w dzień jest gorzej, szczególnie jak próbuje siedzieć przed komputerem i pracować. Po prostu strasznie się marznie.
Nie mogę zrozumieć tajwańskiego podejścia. Rozumiem, że na dwa miesiące zimy w roku nie opłaca się zakładać centralnego (czy aby na pewno???), ale o co chodzi z tym niezamykaniem drzwi i okien? Czy oni nie czują jak, za przeproszeniem, piździ?
Moja siostra kazała mi wrzucić zdjęcie butów, które sobie kupiłam na zimę. Rosjanka z cerkwi określiła je jako buty Mikołaja. Jedyne 40 zł :D
Wesołych świąt!






Siegień sweet fotaska :*
OdpowiedzUsuńSweet fotaska została poprzedzona kilkoma próbami zrobienia zdjęcia butom. Niestety nie byłam w stanie tak wysoko zarzucić nogi, żeby było ją widać w lustrze. Tak więc fotaska to skutek uboczny :D
OdpowiedzUsuńA gdzie dzióbek ?
OdpowiedzUsuń