Wychodzimy dzisiaj z cerkwi, idziemy do metra.
D: W Polsce też tak często chodzisz do cerkwi?
Ja: ??? Tak jak tutaj, raz w tygodniu. To chyba nie jest jakoś często?
D: Jak ludzie są za granicą, potrzebują wsparcia, to rozumiem, że chodzą. Ja jak jestem w domu, to nie chodzę tak często do cerkwi jak tutaj.
Ja: Aha (?)
W mojej obecnej parafii można spotkać wielu ciekawych ludzi. Wczoraj poznałam rodzeństwo Gruzinów, oboje ok. trzydziestki, są przedstawicielami w gruzińskim biurze handlowym. Nie w konsulacie, bo Gruzja, tak jak Polska, nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Tajwanem. Ale ma też trochę trudniej - ma dwa sporne regiony na swoim terytorium, więc musi bardzo uważać, jeśli chodzi o stosunki z uznawanymi-nieuznawanymi krajami, takimi jak Tajwan.
A w tym roku święta będą prawie jak w domu, dwa razy! W parafii w Tajpej korzystają z nowego kalendarza (dla niewtajemniczonych - charakteryzuje się m.in. tym, że Boże Narodzenie jest 25 grudnia). A więc 24 grudnia ma być w nocy nabożeństwo, 5 stycznia (wigilia Chrztu Pańskiego) tak samo. A co będzie 6 stycznia? Boże Narodzenie dla Rosjan! Czyli nabożeństwo po raz drugi plus 'impreza' we wschodnim gronie.
W sumie dosyć mnie to zaskoczyło, bo father Jonah jest bardzo uczulony na nacjonalizmy. Cisnął po tym, że ludzi przyjeżdżają ze swojego kraju, zakładają parafię, kopię swojej narodowej, a miejscowymi się nie przejmują. Drugie moje zdziwienie - father Jonah jest mnichem, który mieszkał na Atosie! To że jest mnichem to w sumie nic dziwnego, bardziej dziwią jego poglądy, totalnie odwrotne od tych, których bym się spodziewała po kimś z Atosu... Kurczę, nie zacytuję z pamięci, a nie chcę przeinaczyć. W każdym razie szeroko pojęte 'Kościół to ludzie, a nie budynek' (dla anglojęzycznych próbka tutaj).
Father nagrywa każdą Liturgię i kazanie, które potem umieszcza w sieci (kazanie ma tłumaczenie 'symultaniczne' na chiński). Twierdzi, że to ma bardzo duże znaczenie w misji w Azji, która podobno jest bardzo utrudniona w Chinach, więc nawet stamtąd piszą do niego ludzie. Mam nadzieję, że niedługo będę w stanie napisać więcej szczegółów, jak uda mi się z fatherem porozmawiać dokładniej.
Poza tym w tej parafii jestem fanką dzieci z mieszanych rodzin. Mieszanych - mam na myśli tajwańsko-rosyjskich/innych europejskich. Niektóre dzieci mówią w trzech językach - dwóch językach rodziców i po angielsku, bo tak się porozumiewają się między sobą ich mama i tata. Jest dwóch braci tajwańsko-rosyjskich, którzy do fathera zwracają się per 'batiuszka', a resztę mówią po chińsku. Między sobą też używają chińsko-rosyjskiego miksu.
Wrzucam jeszcze dwa zdjęcia, pierwsze to blok, w którym jest kaplica. Pierwsza kolumna, czwarty balkon od dołu :)
A tu balkon w przybliżeniu (ten z wyklejonym krzyżykiem, widać go na pierwszym zdjęciu).
Na tym balkonie odbywa się spowiedź i gotuje się ryż w rice cookerze na politurgiczny obiad:)
(o cerkwi pisałam też tutaj)



Co kraj to coraz ciekawiej :) Widzę, że nie tylko mnie dziś cerkiew nieco zdziwiła, zaskoczyła i jakbym był bohaterem komiksu to pewnie w chmurce miałbym podobnie jak i Ty Ewo "!?" w pewnym momencie. :)
OdpowiedzUsuńPlus serdeczne pozdrowienia z pochmurnej i od paru dni szarej Polski.
adamo
"To że jest mnichem to w sumie nic dziwnego, bardziej dziwią jego poglądy, totalnie odwrotne od tych, których bym się spodziewała po kimś z Atosu..."
OdpowiedzUsuńMoże właśnie dlatego stamtąd zwiał.