Ale wychodząc z metra zauważyłam, że odjeżdżał stamtąd autobus do Sansia - miasteczka pod Tajpej, do którego chciałam pojechać, ale wg przewodnika trzeba było tam jechać pociągiem, a później taksówką. Więc odkładałam ten wyjazd na kiedy indziej. A tu nadarzyła się okazja:)
W sumie główna atrakcja Sansia to stara odremontowana uliczka, w stylu japońskim. W przewodniku piszą, że warto zwrócić uwagę, że zaprawa użyta do łączenia cegieł zrobiona jest z ryżu i pokruszonych muszli. Zwróciłam na to uwagę, ale dopiero teraz ;-)
Uliczka trochę w stylu europejskim, sprzedają tu pamiątki, przekąski i jakieś durnostojki.
Sklep ze świątecznymi ozdobami. Czy on w ogóle na siebie zarabia?
Sansia słynie przede wszystkim z rogali. Jadłam, nic specjalnego.
Są nawet lody z rogalem.
A druga specjalność... Widziałam dużo ludzi jedzących coś w kształcie lizaka posypanego orzechami. Kupiłam i ja. Czarne w środku, oblepione orzechami i pietruszką. Spodziewałam się, że to jakieś kolejne wcielenie tofu albo ryżu. Coś mnie tknęło, zapytałam jakichś ludzi, co to jest. Odpowiedź, po chwili zastanowienia, brzmiała 'pig's blood' (krew świni). Tak, to była kaszanka na patyku!
Było dosyć słodkie, nie smakowało jak coś mięsnego. Cóż, w tym kraju chyba już żadne połączenie smakowe mnie nie zdziwi.
[Stopy kurczaka]
Jutro mam egzamin z chińskiego, a w czwartek rano lecę na Borneo. Więc do usłyszenia w następnym tygodniu!













Nobody expects the..... Kaszana na patyku :D
OdpowiedzUsuńNo i na pierwszym zdjęciu mamy zdecydowanie "europejski" akcent, co prawda odwrócony ale zawsze :D
PS.Jak zwykle Ci "Zazdraszczam" :D
A hety pomysł z kaszankaju na patyku nasza mama dumaje uże apatentawać :D
OdpowiedzUsuńSiostro, dumny z Ciabe Madźwadzie, pazdraulajut:)
Ewa,wiartajsia z Borneo i piszy, bo sumna biez Twaich tekstau i zdymkau. Jak ekzamien z kitajskaha?
OdpowiedzUsuń