W Moskwie leje. I to już drugi dzień.
Jak można było przewidzieć, podróż autokarem przez Litwę i
Łotwę dłużyła się strasznie. Najpierw na Litwie ciągle stawaliśmy, bo się ktoś
dosiadał, a potem się w ogóle nie zatrzymywaliśmy, bo chyba w tej firmie
(Ecolines) mają taką politykę, że sika się w autokarze i w związku z tym
żadnych postojów nie ma. A sikanie cały czas w autobusowym kiblu to prawdziwa
sztuka cyrkowa.
Na granicy łotewskiej pan pogranicznik zabrał wszystkie paszporty
i poszedł, co spotkało się z oburzeniem pań, które siedziały przede mną (jedna
na emigracji w Niemczech, druga w Ameryce), że jak to może zabierać paszporty,
powinien przyjść z maszynką i od razu je skanować. Na co na granicy rosyjskiej
kazali się wywalić wszystkim ze wszystkim rzeczami (3 w nocy), z luku
bagażowego też, ustawić się w kolejkę i najpierw przejść przez kontrolę
paszportową, a później prześwietlić bagaż. Jak już do mnie doszło (byłam na
końcu kolejki), to już nic mi nie skanowali, tylko kazali przejść bez rzeczy
pod wykrywaczem metalu. Jak rozumiem ważne było, czy nie mam broni przy sobie, bo
jak widać w plecaku mogła być. Przyczepili się jeszcze do jakiegoś gościa, który
wiózł dwa storczyki (swoją drogą to chyba jakiś hit z Polski, bo Białorusini w
pociągu Białystok-Grodno też wiozą), zaczęli się drzeć, czy jest pewny, że to
taka roślina i gdzie ma certyfikaty (jak rozumiem marihuana może wyglądać jak
storczyk???).
A wspomniane już panie całą noc porównywały rosyjskie życie
emigracyjne w Rosji i w Ameryce. Pani z Ameryki chyba trafiła lepiej, bo
wracała z mężem Amerykaninem, który cały czas siedział w kurtce, ale wzywał
stewardessę, że jest mu duszno i że needs fresh air.
Drogę od granicy to nie wiem do czego można porównać. Może
coś jak Michałowo-Siemianówka, tyle, że w remoncie. Jechaliśmy jakimś lasem,
częściowo asfalt zerwany, powywalane jakieś słupki, które trzeba było omijać, żadnej
sygnalizacji czy coś, ruch wahadłowy samoobsługowy. Trzęsło masakrycznie. Po
jakimś czasie zatrzymaliśmy się gdzieś z boku, okazało się że pękło nam koło,
dosłownie pękło, wyglądało, jakby było w strzępach. Zaczęła się zmiana koła
(wszystko nad ranem). Najpierw panowie kierowcy zdjęli koszulki, potem odpalili
papierosy, a potem zabrali się do pracy. No i z godzinę zeszło. Ruszyliśmy
trochę, ale nie na długo, bo jednak zajechaliśmy na szinomantaż. O jedenastej
(o tej mieliśmy już być w Moskwie) wjechaliśmy w Padmaskowje (tak napisała
pani, która siedziała obok mnie, w smsie). Niestety Pasmaskowje to dość
szerokie pojęcie, które ciągnęło się przez kilkaset kilometrów i trzy godziny. W
Padmaskowju za to można było obserwować wojujący rosyjski kapitalizm: budowa „elitnych”
katedżnych pasiołków na zmianę ze sklepami ze strojmateriałami.
O 14 dojechaliśmy do Moskwy. Dwa plecaki w tym momencie to
był błąd. Przejście do metra, a później od metra trochę zajęło, oczywiście
wyszłam w złą stronę. Całe szczęście, że dopiero zaczynało padać.
W Puszkinie najpierw odstałam w kolejce z Malezyjczykami (po
rosyjsku znali cyfry, co nie przeszkadzało pani krzyczeć na nich, oczywiście po
rosyjsku). Dostałam pokój (3+2 osobowy), podobno z Polakami, na razie jeszcze
nikogo nie ma. Niestety pokój jest w miejscu przed którym mnie ostrzegano: na
końcu korytarza, niedaleko od zsypu. Nie ma tylko gotujących Hindusów na piętrze.
Ale w środku pokój wygląda w miarę spoko, choć łazienka stara, ale na razie nic
jeszcze nie biegało, i mam nadzieję, że nie wybiegnie. Wtedy podobno trzeba
wpadać w histerię i płakać, to dają inny pokój.
A jak meldował się ze mną Niemiec, który też przyjechał na
kurs, to pani była supermiła, zaproponowała mu pokój dwuosobowy, a potem
jeszcze pytała, czy wszystko w porządku i czy ma pościel. Cóż.
A reklama na chodniku przy przystanku naprzeciwko akademika.

To tak jak u nas u Simanułcy, nic dodać nic ując. Ale Ty znasz te klimaty to se poradzisz.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia puszczy "zielonej krainy dobrych wiatrów"... jak perniesz:)
Pazdraulaju Daniel O.
Jest mądra sentencja "jak widzisz karalucha to dobrze, bo one w brudzie nie występują" czyli niby jak karaluchy to czysto jest, czy jakoś tak ;)
OdpowiedzUsuńByło mówić że jedziesz ze Smoleńska
OdpowiedzUsuń