poniedziałek, 23 września 2013

Dworzec Leningradzki, piąta rano

Ostatniego dnia byłam jak zombie. Po pierwsze, trzy poprzednie dni intensywnego łażenia. Po drugie, panie z Podmoskowia rano wyjeżdżały z hostelu.

Z Carskiego Sioła ledwo wróciłam, taka byłam ubita. Poszłam spać o 22. Wspomniane panie wróciły do pokoju o północy i zaczęły gadać. Oczywiście po dwóch godzinach snu się wybudziłam, a wtedy to już się można bujać do rana. Panie jeszcze trochę pogadały, jedna poszła spać (chrapała). Za to druga pani  o godzinie 1.30 zaczęła pakować swoje rzeczy do walizki, ale najpierw każdą rzecz w plastikową reklamówkę. Myślałam, że oszaleję. Wstałam i wyszłam z pokoju, poszłam czytać książkę do kuchni. Z czego pani od reklamówek myślała, że wychodzę, bo druga pani chrapie, więc zaczęła do mnie machać, że ona ją obudzi. Jak wróciłam po półgodzinie, to na szczęście obie panie już spały. Ale chrapać pani nie przestała. I spanie w słuchawkach też nie pomagało. Masakra.

O 7.00 panie wstały i znowu zaczęły gadać, wtedy już się podniosłam i mówię, czy mogą przestać. Stwierdziły, że jeszcze poleżą godzinę. O ósmej wstały już pełną parą, tym razem pani chrapiąca zaczęła pakować wszystko w plastikowe reklamówki. Wrrrr.

W związku z tym mało widziałam na oczy, tym bardziej, że musiałam się wyprowadzić do 11, więc o odespaniu w dzień nie było mowy.

Jeśli chodzi o zwiedzanie, to miałam już dosyć barokowych wnętrz ociekających złotem, chińskich wycieczek i bycia kasowanym na pieniądze na każdym kroku. Więc z wyjazdu do Peterhofu zrezygnowałam. Połaziłam trochę po mieście bez celu. Szkoda, że nie było z kim na piwo pójść.







Sądząc po reklamach koncertów w tym mieście, to mieszkańcy Petersburga słuchają naprawdę strasznej muzyki. Widziałam jeszcze reklamy The Scorpions (to oni w ogóle jeszcze żyją?) i The Rasmus.


Wieczorem, czekając w hostelu na pociąg, zaczęłam rozmawiać z panią z Anglii (gdzieś po sześćdziesiątce). Na początku obgadywałyśmy panie z Podmoskowia i ich plastikowe reklamówki. Potem okazało się, że ta pani z Londynu jest tu z siostrą i jej mężem, podróżują od lipca. Pierwszy tydzień spędzili w Pekinie, a później przemieszczali się tylko pociągiem. Byli w Ułan Bator i na Gobi. No i Rosja potem, rzecz jasna. Pani mówiła, że Bajkał jest super. Zajebista podróż, mam nadzieję, że jeszcze przede mną!



W pociągu do Moskwy spotkałam ludzi wracających z konferencji firmy "Sibirskoje zdorowje". Z tego co opowiadali wywnioskowałam, że to jakaś rosyjska wersja Avonu, tylko z większym praniem mózgu. Pani Amida z Kazachstanu opowiadał o swoich technikach sprzedażowych i ile punktów za sprzedaż trzeba zebrać, żeby dostać nowe Renault. I że jej córka jest rocznik 89' i już Renault jeździ. W ogóle widać, że wierzyli w kosmetyki, które sprzedają. Podobno np. płyn do mycia naczyń nie do końca zmyty z naczyń bardzo szkodzi małym dzieciom, więc firma ma wypuścić specjalny płyn, który dzieciom szkodzić nie będzie. A pan ze Stawropola opowiadał jak prowadzi sprzedaż przez strony internetowe. Pociągi do domu mieli dopiero wieczorem, więc planowali całodniową wizytę w Ikei (bo w Kazachstanie jeszcze jej nie ma). I dostałam wizytówkę od pani Amidy, więc jakby ktoś był zainteresowany, to mogę udostępnić!

A w Moskwie byliśmy o zawrotnej godzinie 5.15. I trzeba było zaczekać, aż metro otworzą.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz