środa, 18 września 2013

Petersburg!


To miasto jest niesamowite, po prostu zajebiste! Choć chyba jako człowiek z wyższym wykształceniem (co prawda niepełnym) nie powinnam używać tak niskich określeń...

W przypadku wyjazdu do Petersburga jak zwykle zadziałała zasada: kup bilet, a później jakoś to będzie. W piątek, kiedy wyjeżdżałam, w Moskwie lał deszcz. Myślę: matko, masakra, czy to dobry pomysł, żeby jechać w taką pogodę. W dodatku moje koleżanki-Polki z pokoju nie były zainteresowane wyjazdem, powiedziały, że cztery dni to dla nich za mało na Petersburg. Że za rok pojadą tam na kurs językowy i w ogóle to na białe noc i ful wypas. Więc pojechałam sama.

Pociąg miałam o drugiej w nocy z Dworca Leningradzkiego (swoją drogą, czemu ten dworzec się tak nazywa???). Metro chodzi podobno do pierwszej, więc z akademika wyszłam o 23. A lało tak, że zanim doszłam na przystanek, mój podróżny dresik był mokry, a parasol kupiony za 28 zł (najtańsze co było) nie nadaje się już do niczego.


Pociągiem jechało się całkiem spoko, plusem plackart (wagon z deskami do leżenia, ze ściankami oddzielającymi każde 6 "łóżek", ale jakby bez przedziału) jest to, że w sumie można się tam wyspać. Obudziłam się o 9.30, a o 11.30 byliśmy w Petersburgu. A tam słońce, zajebista pogoda (znowu to słowo, przepraszam)!


Oczywiście zaczęłam łazić po mieście jak szalona, w związku z tym wieczorem byłam już w stanie ani ręką ani nogą.

Miasto jest przepiękne, takie niesowieckie. Przynajmniej w centrum. Ale jak się zapuścić dalej, to te nowsze budynki też są nietypowe. W ogóle Petersburg jest jakby spokojniejszy, w metrze tak ludzie nie gonią, nie ma takiego tempa. W Moskwie fajnie być jako turysta, w Petersburgu fajnie by było zamieszkać!






Mankamentem wyjazdu było to, że nie miałam żadnego przewodnika. Coś tam podglądałam trochę na wikipedii, a reszta to na azymut. Na dobry początek poszłam do cerkwi Spas na Krovi. Postawiona w miejscu, gdzie zamordowany był car Aleksander II i w sumie prawie od początku działa jako muzeum. Oczywiście za ciężką kaskę, jak to wszędzie w Rosji. Ale w środku w ogóle bez szału. Niby mozaiki, niby na bogato, tylko znowu ten realizm...





Ale, jak się domyślam, zagranicznym turystom może się podobać. A najliczniejsza zagranica to niewątpliwie Chiny.





I tak łaziłam, aż zaszło słońce.



1 komentarz: