W poniedziałek miałam plan spać do oporu, żeby odespać dwudniowe łażenie. Niestety, jak to w hostelach bywa - czasem się nie udaje.
W pokoju (dziesięcioosobowym) były ze mną dwie panie z Podmoskowia. Nawet sympatyczne, zapytały, czy jestem z Prybałtyki, bo tak podobno mówię po rosyjsku. I że to niby komplement. Jedna powiedziała, że po moich studiach czeka mnie świetlana przyszłość. A druga była żoną wojskowego i opowiadała, że w 1992 roku wracali z mężem z Niemiec przez Polskę i czy na granicy dalej jest most. Bardzo miło i słodko, ale niestety okazało się, ze panie nie do końca nadają się do życia w hostelu. Jedna z nich chrapała. A to, że w poniedziałek wstały o ósmej rano i wszystkich obudziły to jeszcze nic, najlepsze jeszcze było przede mną (o tym później).
Żeby dostać się do Carskiego Sioła trzeba było dojechać do stacji metra Moskowskaja i potem kilkadziesiąt minut marszrutką. Nie wiem dlaczego, ale pojechałam na Dworzec Moskiewski i tam szukałam tej marszrutki. Mój błąd uświadomili mi dopiero ludzie z kiosku z gazetami. Więc znowu wsiadłam do metra i pojechałam już w dobrym kierunku.
Za to ciekawie było zobaczyć przedmieścia Petersburga - bloki i sowieckie pomniki.
Carskie Sioło znajduje się w miejscowości Puszkin. Kiedyś miejscowość też nazywała się Carskoje Sieło, ale komuniści zmienili nazwę. Główny pałac znajduje się w parku, oprócz niego są tam jeszcze różne pawilony i budynki. I tu objawia się kunszt Rosjan w ściąganiu kasy z turystów. Żeby wejść do parku, trzeba kupić bilet. Później, żeby wejść do pałacu (który znajduje się w parku) też trzeba kupić bilet. I do każdego pawilonu czy bani na terenie parku też trzeba kupić bilet od pani siedzącej w budce wielkości sracza.
Miałam już tego dosyć. Bo to robienie z ludzi idiotów. Niech już wezmą X kasy na wejściu i nie robią z ludzi durni, naprawdę. A i tak byłam w lepszej sytuacji niż reszta mając legitymację studencką.
Żeby wejść do pałacu trzeba najpierw odstać w kolejce. Za to w środku robi się ciekawiej. Trzeba założyć szpitalne kapcie. Miałam nadzieję, że tak jak Wilkowi, uda mi się pod Fale Dunaju przepłynąć się po salach balowych Katarzyny I.
Niestety było za dużo chińskich wycieczek :D
Rosyjskojęzyczni turyści wchodzą grupami z przewodnikiem, dostaje się słuchawkę i cały czas ma się kontakt z bazą. Generalnie było bardzo śmieszne, bo pani przewodnik od razu na początku powiedziała, że nie można robić zdjęć z fleszem. Druga sala zwiedzania, wszyscy Rosjanie napierdzielają aparatami z lampą. Pani mówi do mikrofonu, że nie można, że niszczą się wnętrza. Więc każdy się ogląda po ścianach i udaje, że to nie do niego.
Potem w sali balowej można było sobie robić zdjęcie z parą przebraną w historyczne stroje. Pani mówi, że tu jest fotograf miejscowy, trzeba zapłacić, on zrobi zdjęcie i od razu wydrukuje. Oczywiście cała wycieczka robi zdjęcia parze w strojach spod pachy. Więc pani znowu mówi do mikrofonu, że tak nie wypada, że trzeba zapłacić i wtedy fotograf zrobi zdjęcie. Znowu wszyscy wzrok po ścianach.
Była też Bursztynowa Komnata, tam za to nie można było w ogóle robić zdjęć. Pani opowiadała jak to jej odbudowanie kosztowało tryliony dolarów. Ale, żeby to jakieś ładne było, to nie powiem.
I miasto Puszkin.
W pokoju (dziesięcioosobowym) były ze mną dwie panie z Podmoskowia. Nawet sympatyczne, zapytały, czy jestem z Prybałtyki, bo tak podobno mówię po rosyjsku. I że to niby komplement. Jedna powiedziała, że po moich studiach czeka mnie świetlana przyszłość. A druga była żoną wojskowego i opowiadała, że w 1992 roku wracali z mężem z Niemiec przez Polskę i czy na granicy dalej jest most. Bardzo miło i słodko, ale niestety okazało się, ze panie nie do końca nadają się do życia w hostelu. Jedna z nich chrapała. A to, że w poniedziałek wstały o ósmej rano i wszystkich obudziły to jeszcze nic, najlepsze jeszcze było przede mną (o tym później).
Żeby dostać się do Carskiego Sioła trzeba było dojechać do stacji metra Moskowskaja i potem kilkadziesiąt minut marszrutką. Nie wiem dlaczego, ale pojechałam na Dworzec Moskiewski i tam szukałam tej marszrutki. Mój błąd uświadomili mi dopiero ludzie z kiosku z gazetami. Więc znowu wsiadłam do metra i pojechałam już w dobrym kierunku.
Za to ciekawie było zobaczyć przedmieścia Petersburga - bloki i sowieckie pomniki.
Carskie Sioło znajduje się w miejscowości Puszkin. Kiedyś miejscowość też nazywała się Carskoje Sieło, ale komuniści zmienili nazwę. Główny pałac znajduje się w parku, oprócz niego są tam jeszcze różne pawilony i budynki. I tu objawia się kunszt Rosjan w ściąganiu kasy z turystów. Żeby wejść do parku, trzeba kupić bilet. Później, żeby wejść do pałacu (który znajduje się w parku) też trzeba kupić bilet. I do każdego pawilonu czy bani na terenie parku też trzeba kupić bilet od pani siedzącej w budce wielkości sracza.
Miałam już tego dosyć. Bo to robienie z ludzi idiotów. Niech już wezmą X kasy na wejściu i nie robią z ludzi durni, naprawdę. A i tak byłam w lepszej sytuacji niż reszta mając legitymację studencką.
Żeby wejść do pałacu trzeba najpierw odstać w kolejce. Za to w środku robi się ciekawiej. Trzeba założyć szpitalne kapcie. Miałam nadzieję, że tak jak Wilkowi, uda mi się pod Fale Dunaju przepłynąć się po salach balowych Katarzyny I.
Niestety było za dużo chińskich wycieczek :D
Rosyjskojęzyczni turyści wchodzą grupami z przewodnikiem, dostaje się słuchawkę i cały czas ma się kontakt z bazą. Generalnie było bardzo śmieszne, bo pani przewodnik od razu na początku powiedziała, że nie można robić zdjęć z fleszem. Druga sala zwiedzania, wszyscy Rosjanie napierdzielają aparatami z lampą. Pani mówi do mikrofonu, że nie można, że niszczą się wnętrza. Więc każdy się ogląda po ścianach i udaje, że to nie do niego.
Potem w sali balowej można było sobie robić zdjęcie z parą przebraną w historyczne stroje. Pani mówi, że tu jest fotograf miejscowy, trzeba zapłacić, on zrobi zdjęcie i od razu wydrukuje. Oczywiście cała wycieczka robi zdjęcia parze w strojach spod pachy. Więc pani znowu mówi do mikrofonu, że tak nie wypada, że trzeba zapłacić i wtedy fotograf zrobi zdjęcie. Znowu wszyscy wzrok po ścianach.
Była też Bursztynowa Komnata, tam za to nie można było w ogóle robić zdjęć. Pani opowiadała jak to jej odbudowanie kosztowało tryliony dolarów. Ale, żeby to jakieś ładne było, to nie powiem.
I miasto Puszkin.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz