piątek, 20 września 2013

Siergijew Posad

Chwila przerwy od Petersburga, a na gorąco parę słów o Siergijew Posadzie.

Dziś był eksursionnyj dzień i zajęć nie było (w sumie mój ostatni tydzień jest jednym wielkim eksursionnym dniem). Razem z Agnieszką, koleżanką z pokoju, pojechałyśmy do Siergijew Posadu.

Sama droga była dość ciekawa - pierwsze spotkanie z rosyjską elektryczką (pociąg podmiejski). Przez całą drogą nie można było się nudzić, co chwilą do wagonu wchodziła jakaś sprzedaż bezpośrednia. Ale nie żeby tam jakaś niedoróbka - mikrofon, przenośny głośnik, te sprawy. Nawet starsza pani prosząca o pieniądze i opowiadająca o swojej trudnej sytuacji życiowej miała ze sobą taki mikrofon mały, jak z telewizji. A oprócz tego można było kupić wielofunkcyjną lampkę na trzy paluszki, majtki (np w stylu dżinsowym), chustkę na głowę czy książkę z przepisami na przetwory na zimę. Grała też dziewczyna na skrzypcach, a w drodze powrotnej dwóch chłopców na gitarze.

Elektryczka ciągnęła się strasznie i stawała na każdej stacji. W Siergijew Posadzie przywitał nas taki widok:



Okazuje się, że za rok jest 700-lecie monasteru, więc wszędzie jest remont, dosłownie WSZĘDZIE. Wszystko w rusztowaniach i pełno robotników. No i chińskie wycieczki, rzecz jasna.

W ogóle zawiodłam się trochę na tym miejscu. Jak na tak osławione centrum prawosławia, za bardzo nic tam nie ma. Rzeczywiście, cerkiew św. Trójcy z 1420 roku (w środku ikony Andrieja Rublowa) robi wrażenie, ale jest malutka i jest w niej bardzo ciemno, więc ciężko cokolwiek zobaczyć. Są tam też relikwie św. Sergiusza z Radoneża. Druga duża cerkiew była zamknięta (remont), otwarte były tylko 4 sklepy monastyrskie. A tam wszystko, tylko nie to, co trzeba. Matrioszki, długopisy z matrioszkami, jajka Faberge, magnesy z Siergijew Posadem. Ikon garść, a sensownych to już w ogóle.



Ciekawym akcentem było za to spotkanie ze znajomym z Tajwanu. Rosjanin, który był na stypendium, gdzie przez dwa lata uczył się chińskiego u jezuitów (tak, na Tajwanie). Okazało się, że po powrocie dalej jest w tutejszym seminarium duchownym. Spotkaliśmy się, nowością był jego wąsik (oh no) i pewność siebie. Na Tajwanie, jak kilka razy z nim rozmawiałam, wydawał się jakiś taki wycofany. Za to dzisiaj co rusz rzucał żarciki, które były jakoś słabo zrozumiałe. I wielką radość sprawiało mu opowiadanie o wielkiej smucie i Polakach zdobywających Siergijew Posad. Oprowadził nas po monastyrze (choć jak mówiłam, mało tam do oglądania), streścił historię. Później wprowadził nas na bekstejdż - byłyśmy w jakimś muzeum w seminarium i na seminaryjnej stołówce.



Była to dobra okazja do dyskusji. Zapytałam go, co sądzi o obecnej sytuacji w Tajpej (jeśli nie jesteś prawosławny, pomiń ten wątek; jeśli jesteś, to streszczam: po kilkunastu latach istnienia w Tajpej parafii Patriarchatu Ekumenicznego pojawili się tam Rosjanie ze swoją parafią, skończyło się przerzucaniem się ekskomunikami). Znajomy powiedział mi, że oczywiście to wina Greków, bo Chiny to historycznie tereny misji rosyjskiej. Na moją wątpliwość, czemu w takim razie przez tyle lat nie było tam Rosjan, powiedział, że nie było kogo wysłać. No i że parafia rosyjska jest lepsza, bo to parafia, w której będzie misja (z nabożeństwami w cs?), a parafia Patriarchatu Ekumenicznego to parafia dla obecnych prawosławnych (przypomnę, że w tej parafii liturgia jest po angielsku z tłumaczeniem kazania na chiński). Później zaczął jakieś wątki ukraińskie, że o co im chodzi z tą autokefalią. I nie omieszkał zakończyć wątku jakimś żarcikiem o tym jak to ukraiński z białoruskim to nie języki. Loved it! To był tak zwany rosyjski punkt widzenia.

Później podyskutowałam z nim jeszcze na temat praktyk przystępowania do Komunii, tu też szkoła rosyjska. W sumie mnie to zaskoczyło, po dwóch latach na Tajwanie w tak egzotycznej parafii... A, i jeszcze coś mówił, że Grecy nie mają takiego nabożnego podejścia do świętości jak Rosjanie.

Było dość dziwnie.





Dość interesujący pomysł na kran, nie sądzicie?

3 komentarze:

  1. W stołówce seminaryjnej klasyka bizantyjskiej ikonografii...

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam dla odmiany przyjście na nabożeństwo do cerkwi Moskiewskiego Seminarium i Akademium Duchowego. Kazania mówią studenci. Kiedyś jeszcze śpiewano tam akatyst na trzy chóry z których jednym dyrygował ś.p. archimandryta Matfiej (Mormyl)! Twoja siostra dostałą ode mnie jego nuty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może nie wypada, ale mi to wyglądało na zakąskę

    OdpowiedzUsuń