W Osace spędziłam ostatni dzień. Z Kioto można tam dojechać w godzinę pociągiem. Przyjechałam w niedzielę wieczorem, zostawiłam w rzeczy w hostelu (tym razem pokój 6-osobowy) i pojechałam do Namby, części miasta ze sklepami, restauracjami i szalonymi neonami. Oczywiście najpierw zaliczyłam przesiadkę na jakiejś wielkiej stacji, szukanie odpowiedniego pociągu, który zatrzyma się tam, gdzie chcę i nie będę musiała za niego dopłacać.
Były tam wielkie kraby, pierogi, ośmiornica i kulki takoyaki, które zjadłam na kolację.
Tu akurat wyglądają jak kupa, ale są całkiem smaczne. Takoyaki to kulki z ciasta jakby naleśnikowego z kawałkiem ośmiornicy w środku, polane majonezem i jakimś brązowym sosem, posypane ścinkami z czegoś. No nie znam się na japońskiej kuchni.
Ja z symbolem Namby z pierwszego zdjęcia - biegnącym chłopcem.
Obiecana wieka ośmiornica.
Ten klaun to też jakiś symbol Namby.
Jestem na tym zdjęciu!
Osaka to zupełnie inne miasto niż Kioto, chyba bardziej betonowe i pełne wysokich budynków.
Na koniec pojechałam do portu. Ale robiło się już nieprzyjemnie zimno, wiało strasznie od wody.
I na koniec ciekawostka z Japonii: tu nie ma zwykłych sedesów, tu są bidety z zaawansowanymi funkcjami! Nawet na lotniskach czy w miejscach publicznych.
I tym kończę relację z Japonii.
PS Kioto&Osaka>Tokio




























Nie potrafię dostrzedz funkcji strzyżenia.
OdpowiedzUsuń