O Narze wiedziałam, że to była pierwsza (albo jakaś taka) stolica Japonii i że jest tam wielki budda. Mignęły mi gdzieś też jelenie (choć polska wikipedia twierdzi, że to daniele; hgw, po angielsku to deers), ale nie jakoś nie zwróciłam na nie zbytnio uwagi.
Do Nary dojechałam pociągiem, jechałam chyba z godzinę. Po wyjściu ze stacji pierwsze, co zobaczyłam, to były jelenie właśnie. Wszędzie! Chodziły po chodnikach, po trawnikach, ludzie je karmili. Jak w zoo normalnie. Tyle, że w całym mieście!
Samojebka, poziom: Azja.
Sprzedawali też jakieś jeleniowe herbatniki, którymi można było karmić zwierzęta. Pewnie niezłe kity dla turystów.
Bardzo Ważna Świątynia (podobno największy drewniany budynek na świecie), a w środku Wielki Budda. Na zdjęciach oczywiście wygląda gorzej niż w rzeczywistości. A konstrukcja była niesamowicie skomplikowana, pachniało starym drewnem i budda też całkiem przyzwoicie wyglądał. Piętnaście metrów buddy!
To ja w stroju "będę dużo chodzić, musi mi być wygodnie". Robienia zdjęć, jak widać, nie wzięłam pod uwagę.
Kolejne Bardzo Ważne Miejsce.
I kolejne miejsca.
I wszędzie jelenie.
Polecam na podróż poślubną!
PS W drodze powrotnej oczywiście zaliczyłam koszmar japońskiej komunikacji, odcinek nie wiem który. Byłam strasznie zmęczona, weszłam na peron za pomocą karty miejskiej, wsiadłam do pociągu z napisem "Kioto". W połowie drogi zbudził mnie pan, że gdzie mój bilet. Na to ja mu kartę. Na to on mi kartkę wydrukowaną z napisem po angielsku, że to jest pociąg z miejscówkami i muszę zapłacić dodatkowo 15 zł. No się wkurzyłam! Bo skoro pan konduktor miał już wydrukowaną kartkę z takim napisem po angielsku, to znaczy, że ja nie pierwsza taka naiwna turystka. To nie mogą tego lepiej oznakować?




































Normalnie Sarnie Żniwo
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=lazRqQxaLcE