poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wenezuela, the final episode


Parę słów jeszcze o zakończeniu mojego semestru i pożegnaniach. Wszystko, co prawda, miesiąc temu.




Semestr zakończyłam z tarczą, mimo opinii o szkole, że tak ciężko. Kilkanaście napisanych esejów, jedna praca, trzy egzaminy i skończyłam z dwoma piątkami, i jednym pięć mniej. Niemcy mieli może i piątki z plusem, ale jak na moją ilość pracy włożoną w porównaniu z ich ilością, to wyszłam na wszystkim całkiem nieźle.


Za to zmieniając temat, nie wiem, czy pamiętacie jeszcze głównych bohaterów Wenezueli na mojej wymianie. Skończyło się to wszystko dość zaskakująco.

Po ostatnim egzaminie w środę większość ludzi wybierała się na karaoke i potem na jakąś imprezę. Ja nie tym razem nie dołączyłam, bo znajomy z cerkwi zaprosił mnie na swój koncert. Wszyscy exchangowie wyjeżdżali dopiero w weekend, to myślałam, że jeszcze zdążę z nimi poimprezować. Wszyscy, oprócz mojej współlokatorki-Francuzki, która to wyjeżdżała w czwartek po południu. 

No i budzę się właśnie w owy czwartek, godzina dziesiąta, a jej w pokoju nie ma. Ewidentnie nie wróciła na noc. Z tym akurat problemu nie miałam, bardziej chodziło o to, że miała lot za kilka godzin. Leżę, myślę, zaraz do niej zadzwonię, gdzie ona w ogóle jest. Ale mija parę minut, drzwi się otwierają, wchodzi Francuzka. Jeszcze pijana. Ja se myślę, niezłe jaja. Zaczynam ją pytać, gdzie tak imprezowała, mówi że z jakimiś znajomymi. Pytam, gdzie nocowała, mówi, że u jakiegoś koreańskiego znajomego w mieszkaniu. Dziwnie to zabrzmiało, ona gardziła Koreańczykami, ale myślę nie wiem, nie wnikam, może w ostatnią noc zaszalała. 

Położyła się spać na dziesięć minut, bo twierdziła, że nie da rady się pakować. Pospała, ale akurat niewiele jej to pomogło. Mi się strasznie śmiać chciało, myślę, co za monty pajton. Powciskała jakoś rzeczy do torby, ja jej pomogłam je jakoś pozapinać. Francuzka była wyjątkowo wylewna (jak rozumiem przez alkohol we krwi), mówiła, jak to musimy się jeszcze spotkać i żebym dawała jej znać, jak będę w Paryżu, wtedy poimprezujemy. Nie wiem, czy byłoby mnie tylko stać na te miejsca, gdzie ona imprezuje i pije francuskiego szampana :D W każdym razie pomogłam jej znieść bagaże z góry, gdzie jest nasz akademik, na dół do ulicy, pomogłam z taksówką i wszystkim i pojechała.

Wieczorem miałam iść na piwo z Niemcami, piszę do jednego Niemca, że co tam słychać, bo moja współlokatorka wróciła dzisiaj rano na kilka godzin przed lotem pijana i mówiła, że nocowała u jakiegoś znajomego Koreańczyka, i że pomagałam się jej pakować. Na to Niemiec: obawiam się, że nocowała na terenie akademika. Ja: co??? A Niemiec mówi, no, że jego współlokator Włoch (tak, TEN Włoch od fałszywego konta na facebooku, dziewczyny w domu i licznych podbojów w Korei) mówił, że chce Francuzkę przelecieć i się upewniał, czy na pewno Niemiec nie wróci na noc do akademika. Mnie nieźle wycięło, takiego rozwoju sprawy się nie spodziewałam. Myślałam, że się zsikam ze śmiechu. Francuzka i ten Włoch? Co za połączenie. Później dopiero skojarzyłam, że jak wychodziłyśmy z akademika z bagażami, to moja współlokatorka powiedziała, że musi się iść jeszcze z Włochem pożegnać. Niemiec jeszcze dodał, że jak wrócił do akademika rano, to Włoch był goły, coby wskazywało na to, że odniósł sukces tego wieczoru. Dobrze, że ich razem ta nie zastał :D

Oczywiście, jak poszłam w końcu ze wszystkimi na piwo, to się dowiedziałam, że ja jedna naiwna. Bo Włoch paru osobom o swoich planach opowiadał, a poza tym na wspomnianym już karaoke, a później w klubie, Francuzka z Włochem się ostro miziali i generalnie wszyscy się spodziewali, co ma nastąpić.

Ciekawe, co na to dziewczyna Włocha, której to moja współlokatorka, na jego prośbę, kupiła w Szanghaju portfel na prezent. Co lepsze, Włoch po powrocie zamieścił zdjęcie, jak przytula się do swojej dziewczyny, które to polubili wszyscy exchangowie. A Francuzka wstawiała niedawno zdjęcia z Mediolanu, gdzie Włoch mieszka. I tak to się kręci.

A, i byłabym zapomniała. Para Węgrów na oficjalnym pożegnaniu exchangów ogłosiła, że jest w ciąży. Oficjalnie dziecko jest made in Korea, ale tak naprawdę to efekt weekendu na Filipinach. Ale oni akurat byli już wcześniej zaręczeni ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz