Drugiego i ostatniego dnia wybrałam się do klasztoru Po Lin. Znajdował się na innej wyspie niż centrum Hongkongu. Jechało się godzinę metrem, a potem można było przesiąść się na 'cable car' (pisałam już o tym popularnym w Azji jakby wyciągu). Ale akurat był zamknięty z powodu remontu :( Został więc autobus.
Po drodze do monasteru można było zobaczyć całkiem inny Hongkong. Żadnych drapaczy chmur, nawet kawałek lasu i widoki z gór na morze.
Główną atrakcją monasteru jest 34-metrowy Budda Tian Tian.
Ale ten z Foguagnshan chyba robił większe wrażenie.
A dookoła buddy stały takie posągi. Żałuję, że nie jestem w stanie nic więcej o nich powiedzieć.
I okolice.
Z innych atrakcji - obiad w wegetariańskiej restauracji ze wszystkimi wcieleniami tofu i ryżem. I powrót do centrum.
A wieczorem znowu podróż piętrowym autobusem na lotnisko. I to by było na tyle z Azji.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz