Ale, mimo wszystko, był to wyjazd super otwierający oczy. Żałuję tylko, że nie byłam w stanie tego na bieżąco opisywać.
Warto było spotkać tych kilkudziesięciu ludzi z całego świata. I nie, nie chodzi wcale tylko wspólne imprezy. Bo nawet podczas picia piwa gdzieś tam się czuło, że wszyscy gramy do jednej (religijnej) bramki. Niestety nie udało mi się nawet porozmawiać ze wszystkimi stewardami - było ich 120. Ludzie trzymali się trochę w swoich regionalnych grupach, a ja też z zasady unikam native speakerów angielskiego, bo się ich boję. A dużo ludzi z Pacyfiku czy Karaibów niestety za dobrze, jak na mnie, mówiło po angielsku. Szkoda, że mnie to ograniczało.
[Ja i Bomi. Miałam naprawdę dużo szczęścia - najfajniejsza Koreanka, jaką spotkałam i od razu moja współlokatorka! Za to nie mam zdjęcia z moją drugą współlokatorką z Jamajki - nawet nie wiem, jak to wyszło.]
[Z Dianą z Hondurasu w przerwie na lunch.]
Super też było zobaczyć, jak może wyglądać wspólna modlitwa. I to jest chyba rzecz, która najbardziej mi się podobała na zgromadzeniu - wspólne modlitwy poranne i wieczorne. Nie wiem, może to dlatego, że był to mój pierwszy taki ekumeniczny event, może to trochę "neoficka" fascynacja. Ale dzięki zgromadzeniu zrozumiałam, że modlitwa nie musi wyglądać tak, jak ja byłam do tego przyzwyczajona. Że jedna osoba czyta, a reszta stoi i słucha. Nie mówię, że to źle. Ale mówię, że można też to robić inaczej. Że można się do modlitw przygotować. Że mogą to być modlitwy przemyślane, ale jednocześnie bardzo proste. Że śpiewanie tzw. "piosenek o Bogu" jest super. Szczególnie, kiedy do tych piosenek przygrywa coś w rodzaju mini orkiestry, żadne tam ąsy pląsy na gitarach w wydaniu oazowym, a piosenki są z różnych kultur i w różnych językach. Poza tym, jeśli u nas się śpiewa piosenki z Bohohłaśnika, to czemu by i nie piosenki napisane lepszym językiem i o mniej kiczowatej treści?
Co więcej, Modlitwa Pańska. Mówienie jej za każdym razem w różnych językach. Rano, wieczorem, przed obradami, podczas wspólnych modlitw stewardów. Coś najbardziej oczywistego; coś, co łączy wszystkich chrześcijan.
Zobaczyłam też, że modlitwą może być po prostu chwila ciszy. Albo kilka prostych słów z prośbą o błogosławieństwo przed rozpoczęciem obrad.
Ostatniego dnia zgromadzenia, podczas modlitwa porannych, miało miejsce obmycie nóg. Najpierw było czytanie z Ewangelii, później piosenka na ten temat. A potem czterem osobom obmyto nogi, z czego jedną z obmywających był sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów. Nie wiem, jak protestanci to robią, ale to naprawdę było super. Proste, szczere i nieteatralne.
Warto było zobaczyć, jak wygląda międzykościelna polityka. I jak wypadają na tym tle prawosławni. Niestety, słabo. Próba dziwnych politycznych zagrywek (Patriarchat Moskiewski), załatwianie spraw tylko w kręgu hierarchii, czy to, jak wyglądały prawosławne delegacje: sami mężczyźni, księża i biskupi, młodych niewiele.
Szkoda, że prawosławni nie rozumieją, że to nie jest tylko wymysł protestantów, że po co kobiety, że jaka młodzież. Bo to po prostu marnowanie naszego, prawosławnego, potencjału. A kończy się to też tak, że brak jest naszej reprezentacji na zgromadzeniu kobiet, czy na zgromadzeniu młodych teologów (poprzedzały główne zgromadzenie ŚRK).
I ciągłe żarty w stylu "Och, no tak, jesteśmy spóźnieni, ale wiecie, to dlatego, że mamy prawosławne poczucie czasu, ha ha ha.". Ale żeby nie było tak pesymistycznie, super było zobaczyć parafię w Busan i koreańskie prawosławie. I biskupów, którzy sami szwędają się po BEXCO i nie potrzebują do tego żadnej obstawy.
Warto. I kolejna rzecz, którą można tam było sobie uświadomić. Kościół nie kończy się na Białostocczyźnie, Kościół nie kończy się na Europie. I to co dla niektórych u nas wydaje się bzdurą (ekologia, nierówności) dla innych jest kwestią być albo nie być (bo na przykład ludziom zalewa domy).
[Justice plennary.]
Poza tym było warto zobaczyć, jak wygląda organizacja tak wielkiej imprezy i jak to wszystko działa.
[Centrum prasowe - tu pomagałam przez ostatnie 3 dni. I Judith z Niemiec.]
[A to ja z ludźmi z mojego biura w ostatnim numerze zgromadzeniowej gazety.]
I ostatni rzut oka na Busan.
Dzięki!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz